Prawo jazdy i jazdy…

Prawo jazdy robiłam dawno. Wtedy też oblewali na potęgę, przy pierwszym podejściu z 25–osobowej grupy zdały 2 osoby. Byłam wśród nich! A Pan Egzaminator powiedział mi tak:
– Jeżeli ktoś umie tyle gadać i jakoś jechać na egzaminie to znaczy, że reszty też się nauczy.
I puścił mnie.
Było to nieopisanie dawno.
Największe przeżycie to było już parę lat później – byłam już normalnym kierowcą i wsiadłam do auta z kierownicą po drugiej stronie (poniosło nas z Małgosią na Cypr, oni tam mają ruch lewostronny).
Się okazało, że największy problem jakoś nie był ze skrzynią biegów (jak mi się przed jazdą wydawało) – a z kierunkowskazami! Działa to tak, że ilekroć włączysz kierunkowskaz – to działają wycieraczki!!! Bo to paskudztwo też jest zamienione! Ale przytomnie oznaczyli samochody z wypożyczalni całkiem innymi tablicami rejestracyjnymi, więc z daleka widać, kiedy ktoś nieprzyzwyczajony jedzie. Poza tym bohatersko jeździła tam głównie Gosia 🙂
I wiecie co? Człowiek się przyzwyczaja! Jak wracałyśmy to się okazało, że ZNOWU po włączeniu kierunkowskazu machają wycieraczki!!

Mam wrażenie – tak z perspektywy z górą dwudziestu lat – że na szczęście ludzie jeżdzą coraz lepiej technicznie. Potrafią płynniej włączać się do ruchu, parkować a czasem nawet pojechać “na suwak”. Podkreślam – czasem.
Natomiast ciągle brak nam życzliwości. Powiem więcej – nie dość, że brak nam życzliwości to jeszcze mamy nadmiarowe poczucie wyższości.
Wiem, wiem, dotyczy to wszystkich do wszystkich a nie tylko kierowców dla rowerzystów, czy piechurów, obejmuje również niechęć dzieciatych do bezdzietnych, młodych do starych, grubych do chudych, personelu szpitalnego do pacjentów, tych z tyłu kolejki do tych z przodu, urzędników do petentów, bezrobotnych do pracujących, nauczycieli do uczniów, programistów do użytkowników, no gdzie nie spojrzeć! Oczywiście z pełną wzajemnością . I każdy poczuwa się, aby tej swojej niechęci i wyższości dać wyraz. Na każdym kroku!
Nie da się po prostu przepuścić kogoś na ścieżce rowerowej jak się jest “w prawie”.  Nie i już! Podejrzewam, że za to przepuszczenie grozi amputacja czegoś bardzo istotnego.
Rowerzysta NIE może być przed Twoim samochodem bo to zmniejsza poczucie władania światem. I grozi załamaniem nerwowym oraz depresją.
Wyprzedzanie autobusu TYLKO po to aby stać przed nim (a nie za nim) dodaje do samozadowolenia co najmniej tyle punktów co zablokowanie skrzyżowania tak aby NIKT z podporządkowanej nie mógł wjechać.  A jak się jakiś podstępny cwaniak jednak wepchnie – utrata mocy gwarantowana. Nie tylko silnika. Co prawda nie wiem na ile lat ale na pewno na wieeele.
Na tym tle szerząca się powoli umiejętność jazdy “na suwak” jest jednak wyjątkowa. W końcu też mogłoby się okazać, że wpuszczenie tego drugiego kierowcy PRZED swoje auto pozbawia szans na seks przez rok, czyż nie?

6 myśli na temat “Prawo jazdy i jazdy…”

  1. Patrzenie na świat z wysokości czterech kółek daje poczucie lepszości od tych, którzy ich nie mają. Każdy “sprytniejszy”, “szybszy” (czy zwyczajnie przed nim) odejmuje trochę uczucia lepszości. Na taki dyskomfort nie można sobie pozwolić 😉

    1. Reniu – ale dlaczego?
      Auto nie jest już “dorobkiem życia”, jest przedmiotem użytkowym. Ludzie jeżdżą autami tańszymi od pożądnego żelazka! A ja mam znajomych, którzy uważają, że miasto prześladuje kierowców (poprzez uprzywilejowanie MPK, rowerów oraz budowę nadmiernych ilości przejść dla pieszych!

  2. PJ mam 30 lat, przebiegu… co najmniej 250kkm.
    Jeżdżę, jeździłem różnymi pojazdami: auta słabe ale i mocne, auta z przyczepą (w sumie ok 12m długości całego zestawu), rowerem (chyba całkiem sporo) no i trochę motorem. No i oczywiście byłem i jestem pieszym.
    Tyle jeśli chodzi o doświadczenie uczestnika ruchu drogowego, doświadczenie, które daje moim dość wszechstronne widzenie ruchu, zachowań etc.

    Również zauważam poprawę jakości poruszania się po drogach, zauważam też zdecydowany wzrost poziomu życzliwości wzajemnej (do ideału daleko ale w stosunku do stanu sprzed 10 – 20 lat kawał drogi).

    Jakbym miał wskazać, która z grup jeździ najgorzej wskazałbym kierowców aut, niestety kierowcy zawodowi nie są lepsi – głównie mam tu na myśli:
    a. stosunek do “słabszych” uczestników ruchu (pieszych i rowerzystów).
    b. znajomość przepisów
    c. gapiostwo
    d. parkowanie totalnie byle gdzie (poniżej 150cm chodnika, na przejściu dla pieszych, etc)

    “Poczucie lepszości” bo jadę autem….?
    Ej chyba nie, od bardzo dawna nie, auto całkiem sprawne można sobie sprawić za 3-4 średnie pensje – jest się wtedy “lepszym” ? Moim zdaniem nie, to nie te czasy.

    Rowerzysta czy autobus przed kierowcą to ujma na honorze ?
    Nie zgadzam się z tym, moim zdaniem to raczej perspektywa wolnego jechania i stąd jak najszybsze wyprzedzenie tegoż.

    Suwak a cwaniacy…
    Zauważam istotny wzrost liczby sprawnych suwaków i super. Jednak ja osobiście rozróżniam umiejętność wpuszczania w ramach suwaka, od wpuszczania jawnych cwaniaków, którzy próbują “przeskoczyć” korzystając z jakiejś drogi dojazdowej służącej do zupełnie czegoś innego.

    Prześladowanie kierowców?
    Jak inaczej traktować restrykcyjną politykę miasta w stosunku do kierowców (podawałem w naszych rozważaniach dziesiątki przykładów – generalnie praktycznie nic nowego za to sporo zabierania)?

    1. Pozwolę sobie zauważyć, że:
      Jeżeli jedziesz w mieście to wyprzedzenie autobusu nic nie da. Będziesz przed nim chwilę wcześniej (bez tego manewru byś go wyprzedził jak zjedzie na przystanek). Nie pojedziesz szybciej – bo auta głównie stoją i po prostu będziesz stał PRZED autobusem a nie ZA nim.
      Wiele razy też widziałam auto wyprzedzające rowerzystę po czym hamujące aby skręcić. Cóż (poza ujmą na honorze) może być motywacją takiego postępowania?
      Płynność suwaka bierze się z wpuszczania aut z tego drugiego pasa. Bo jak się nie wpuści kogoś – to się kończy suwak, to nie zależy od powodu, dla którego nie wpuściłeś. A suwak bez płynności to żaden suwak. To właśnie o takich “kierowcach-wychowawcach” pisałam, że suwaki działają zwykle a nie zawsze.
      Mi zależy aby jak najmniej aut jeździło po mieście – uważam, że działania mające na celu “wyrzucenie aut” z centrum są zasadne. Bo lepiej aby łatwiej miał pieszy /rowerzysta. Kierowcy na głowę nie pada, wiatr mu nie szarpie parasolki i nie niesie swoich bagaży. A jak przejdzie paręset metrów to raczej nie schudnie, nie ma się co bać.

      1. Autobus, przyspiesza i jedzie znacznie wolniej niż osobówka więc i owszem wyprzedzenie go da i to często całkiem sporo np zdąży się na kolejnych światłach na zielone, przystanki nie są aż tak gęsto, żeby jazda za autobusem nie robiła różnicy.

        Wyprzedzić rowerzystę aby tuż za nim skręcić to oczywiście bez sensu nadto niebezpieczne.
        Moim zdaniem to nie ujma na honorze tylko zwykła bezmyślność.
        Ja widziałem, widuję gdy po wyprzedzeniu rowerzysty cały ciąg aut przemieszcza się z prędkością 50-60 a nie 20 km/h.

        Suwak jest wtedy kiedy z dwóch pasów robi się jeden lub gdy z dwóch jezdni robi się jedna.
        Jeśli ktoś wyjeżdża z Klecińskiej w drogę dojazdową do ogródków działkowych i tamtędy próbuje “przeskoczyć” tych którzy powoli acz płynnie jadą Klecińską aby za ca 200m wskoczyć przed to moim zdaniem to zwykłe cwaniactwo. wystarczy wyobrazić sobie co by się działo gdyby nagle wszyscy wjechali w tę dojazdową dróżkę…
        Z wychowawstwem to nie ma nic wspólnego.

        A mi zależy na jak najwygodniejszym / szybszym / bezpiecznym poruszaniu się po mieście.
        O tym “wyrzucaniu” (dokładnie tego słowa użyto) pisała kiedyś osoba z UM.
        Już samo nacechowanie tego słowa jest dość pejoratywne. Wyrzuca się śmieci, a nie ludzi.
        NO! Można wyrzucać ludzi ale to jest właśnie niegrzeczne traktowanie “z góry”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *