Nie wierzę w niektóre opinie z łoża śmierci.

Widzieliście taki mem “Czego najbardziej żałują umierający“?
Pewne tak, jest dość popularny, ja go widziałam w kilku różnych wersjach (dość podobnych do siebie).
Zawsze mnie zastanawia dlaczego dużo mniejszą wagę przypisujemy do wyborów ludzi, którzy ciągle mogą coś zmienić w swoim życiu?
W odróżnieniu od opinii osób, które wiedzą, że już nic nie poprawią…
Chodzi mi o opinię ludzi, którzy całe życie robili „jakoś” a na końcu ścieżki mówią, że to był błąd, że powinni robić zupełnie inaczej.
I nie chodzi mi o żaden konkretny pogląd – tylko właśnie o to rozróżnienie.
Bo mi się wydaje, że skoro ktoś przez dziesiątki lat wybiera ścieżkę X (jaka by tam ona nie była) to oznacza, że ma powód aby ją wybrać. Choćby to było tylko przekonanie, że tak trzeba bo wszyscy tak robią. Bo to znaczy, że ten konformizm zapewniał mu lepsze samopoczucie niż wejście w zwarcie z kimkolwiek.
I takie stwierdzenie tego człowieka u kresu drogi że „powinienem więcej czasu poświęcać rodzinie i przyjaciołom i częściej im mówić jak bardzo są dla mnie ważni” – nie brzmi wiarygodnie w moim uchu.
Ot, po prostu miłe, okrągłe zdania i tyle.
Był taki ks. Kaczkowski, który całe swoje życie szedł mniej więcej tą samą ścieżką, z tymi samymi poglądami, postępowaniem tudzież napędem.
Jak bardzo niewiarygodnie by mi zabrzmiało gdyby ten ks. Kaczkowski ostatniego dnia swego życia usiadł na łóżku ze smutnym stwierdzeniem, że jednak lepiej było żyć spokojnie, przyglądając się sobie czy nie zachodzą we mnie zmiany co by dało szansę na wcześniejsze wyłapanie choroby i – być może wyleczenie? Byłoby to wręcz zaprzeczenie jego życia!
I nikt by sobie tego nie pokazywał w memach, prawda?

3 myśli na temat “Nie wierzę w niektóre opinie z łoża śmierci.”

  1. Wygląda, że tylko my angażujemy się w dyskusje trudno, może mój głos zachęci innych…

    Mówią, żyj tak, jakby każdy Twój dzień był ostatni, widocznie ci, co żałują na łożu śmierci tak nie żyją. Dlaczego?

    * bo każda zmiana jest trudna, po prostu jest trudna, nie zgodzi się z tym tylko ten, kto nie przewrócił swojego życia do góry nogami. Oczywiście jak jesteś szczęśliwy to go nie przewracaj ale potem nie marudź
    * bo nie rozumiemy, że jak robimy A, to nie robimy B. Jak oglądamy TV albo siedzimy na fejsie to nie biegamy.
    * pisząc z mojego punktu widzenia wiele osób po pięćdziesiątce uważa, że ma obowiązek pomagać dzieciom i np. opiekują się wnukami “bo dzieciom jest ciężko”. Nie mam nic przeciwko temu – sam tak robię – ale to powinien być wybór a nie przymus, postawa: pojechałbym na Wyspy Kanaryjskie ale muszę się opiekować wnukiem bo synowa idzie do pracy, jest bez sensu, jedyne co musisz, to dokonać wyboru. Wybrać a potem nie marudzić…
    * (last but not least) bo nadmierną uwagę przywiązujemy do dóbr materialnych. Willi ani mercedesa do grobu nie zabierzemy ale w ostatnich chwilach możemy żałować, że zamiast oszczędzać nie pojechaliśmy na wycieczkę dookoła świata

    Listę IMHO można by ciągnąć ale na tym poprzestanę, bo jak popiszę jeszcze godzinę to….. nie pobiegam a to dla mnie ważne.

    1. Do grobu nie zabierzemy NIC.
      Ani rzeczy materialnych – ani niematerialnych.
      Materialne zostawimy przyszłym pokoleniom (i oby to nie było tylko magazyn rzeczy do wyrzucenia, przykłady mogę pokazać palcem), niematerialne umrą wraz z nami. A w przypadku demencji i innych Niemców – nawet wcześniej.
      Którą ścieżkę się wybierze to sprawa indywidualna i nie to było tematem posta.
      Ale którą by nie wybrać to wybór ma sens póki ma się szansę coś zmienić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.