Eksperyment Zimbardo.

Niemcy skrzywdzili wiele osób z mojej rodziny, w tym moich rodziców.

Tato od 1940 roku do końca wojny był na robotach. Wrócił krańcowo wychudzony i ciężko pobity, aż po okaleczenie. Skutki tego odczuwał do końca życia, konieczne były nawet operacje neurologiczne.

Mama, jak skończyła 15 lat, zaczęła pracować w szwalni przy szyciu mundurów dla wojska. Szyła po 12 godzin dziennie, na dwie zmiany, 6 dni w tygodniu, na takiej mechanicznej maszynie. Za uszycie za małej ilości – można było zarobić wybicie zębów a jak się by to powtarzało – to i gorzej.

No nie były (i nie są) to powody aby Niemców kochać, rodzice mieli z tym jeszcze więcej problemów.

Tato zawsze powtarzał, że ma pretensję do Niemców głównie o to, że Hitler doszedł do władzy drogą demokratycznych wyborów.

Czy to znaczy, że do dziś mam prawo każdego Niemca uważać za winnego?

Chyba jednak nie. Bo wszystkie uogólnienia są krzywdzące.

Kiedyś mieszkałam kilka miesięcy w Berlinie. Wszyscy Niemcy traktowali mnie dobrze, pomagali, podwozili, pytali czy chcę iść gdzieś żeby coś tam zobaczyć, zostawiali klucze od swoich mieszkań (sprzątałam jak ich nie było w domu) i nigdy nikt mnie nie oszukał ani na jedną markę (czasy przed euro).

Tylko głupio mi było jak mówili, że jestem wyjątkowa bo inni to wiadomo – kradną albo puszczają się. Albo jedno i drugie.
Wstyd mi było jak spotykałam w berlińskim metrze grupy Polaków głośno planujących, że ukradną to czy tamto. I to nie raz czy dwa!
Źle się czułam jak dziewczyna, której przekazywałam do sprzątania dom – pytała mnie czy właścicielka sprawdza ile ma proszku. Skąd miałam wiedzieć czy właścicielka sprawdza? Sprzątałam te mieszkania wg zasady „jak swoje” i nie przyszło mi do głowy podbieranie proszku więc nie interesowało mnie to.
Jak zobaczyłam na ulicy pijanego – to ZAWSZE się okazywało, że to rodak. Niemcy bywali podpici, z tzw. humorem. Ale pijanego Niemca nie spotkałam ani razu a pijanego rodaka – to prawie codziennie!
Jak ze dwa razy zobaczyłam bójkę – to zwiałam i tylko z daleka dolatywały mnie nasze polskie przekleństwa.
Jak raz poszłyśmy z koleżanką do restauracji to podeszła taka mocno umalowana panna i wysyczała, że mamy spadać bo tu jest zajęte, tu ona pracuje.

Naprawdę trudno było przyznać się na ulicy do bycia Polką…

Acz podejrzewam, że znakomita większość rodaków robiła tam dokładnie to co ja – czyli pracowała i cieszyła się, że sporo zarabia. Ale nas wszystkich nie było widać.

A ci ludzie, którzy zachowywali się tak źle – to był margines. Taki margines jest wszędzie i jest bardzo widoczny! Więc jeżeli chcemy oceniać naród wg tego co najbardziej widać – to miejmy świadomość, że to NIE będzie ocena zgodna ze stanem faktycznym.

Jest jeszcze jedna sprawa. Jak ktoś przeczyta opis eksperymentu Zimbardo (https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_wi%C4%99zienny) to się dowie, że NORMALNI, zdrowi psychicznie ludzie mogą bez większego oporu wcielać się w role oprawców. Taki jest wpływ otoczenia na jednostkę!

Wielokrotnie usiłowano podważyć wyniki tego eksperymentu – i nikomu się to nie udało, zawsze z człowieka wyłażą te złe instynkty. Niestety!

Dlatego bardzo niebezpieczne jest każde wywoływanie działania, które te złe instynkty budzi – bo ono musi skończyć się bardzo źle.

Dlatego warto wykonywać pracę pokazującą wszystkim powody do życia w zgodzie, do wspólnego budowania i do wspólnego cieszenia się życiem. Zawsze, nawet jak są jakieś krzywdy do rozliczenia (a kiedy ich nie ma??). Bo powodów do nienawiści nie wolno podgrzewać, one i bez tego są wystarczająco żywe. A raz obudzone demony muszą zabijać, nie da się ich tak po prostu odesłać do kąta i zmusić by tam spokojnie stały.

Chcemy tego? Chcemy przekonać się, że i my podlegamy tym samym zasadom? I potem żyć ze świadomością, że tyle zła wyrządziliśmy?

Ja nie chcę.

Powiem więcej – ja się tego boję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.