Patriotyczne instrukcje obsługi

Wyczytałam dziś jak wielkie głosy zagrzmiały oburzeniem na wprowadzenie ukraińskiego opisu w obsłudze biletomatów w jakimś tam mieście. Pod spodem dyskusja, w której przykłady, że w berlińskim metrze można kupić bilet korzystając z polskiej instrukcji, że w Irlandii można zarejestrować się do lekarza też po polsku, a muzea niemieckie
w większości dorobiły się już słuchawek z polskim tekstem oprowadzającym po sobie – mieszają się z wypowiedziami obraźliwymi, przywołującymi nawet Banderę (no konia z rzędem za wskazanie związku
z tymi biletomatami!) albo demonstrującymi niechęć.

Dla mnie wprowadzenie opisu w innym języku (dowolnym) ma prosty powód – im łatwiej będzie komuś kupić bilet – tym więcej osób go kupi.
No chyba proste jak budowa cepa, nie?
Jest to taka sama zasada jak załączenie tam polskiej instrukcji obsługi, ona też NIE jest z powodów patriotycznych tylko ma ułatwić zakup i przełożyć się na wyższe wpływy.

A co przemawia przeciwko?

Nie jakieś ogólne zwyczaje – bo jak widać świat zauważył, że mamy pomieszane te języki i umieszcza opisy w różnych.
Nie ma też użytkowego powodu aby piętrzyć utrudnienia przed kimś, kto chce kupić bilet.

Zatem CO JEST POWODEM?

Zwykła bezinteresowna chęć dołożenia komuś?

Eh, wstyd i tyle.

Wybory

No więc chciałabym powiedzieć, że czuję się obywatelką Polski i obywatelką Europy. Jednocześnie! Żadne poczucie nie jest dla mnie ważniejsze ani żadne nie jest mniej ważne. Podkreślam to na wszystkie możliwe sposoby, bo uważam to za kluczowe! Mam swoje zdanie, swoich przyjaciół, swoje zasady (i stosuję je głównie do siebie), swoje aspiracje, swoje sukcesy (a i swoje porażki). Tak, wiem – niekiedy się do kogoś uprzedzam. Ale robię to sama, a nie na podstawie zasłyszanych opinii. Na starcie wszyscy mają szansę. Czytaj dalej Wybory

Terapia – dogrywka.

No znowu dogrywka.
Zaczęłam szukać w necie rad – jak się zachować przy spotkaniu z taką osobą. Która dajmy na to – spotkała Chrystusa na sąsiedniej ulicy. Albo na swoim ogrodzie trafiła na OBCYCH , którzy na dodatek wszczepili jej jakiś chip, który teraz nią steruje.
Nic…
Owszem, są rady, jak udzielać pomocy w przypadku wylewu czy zawału.
Są instrukcje jak postąpić ze złamaną kończyną czy nawet kręgosłupem.
Są zalecenia dotyczące postępowania przy zatruciu najdziwniejszymi substancjami.
I jeszcze trochę innych. Czytaj dalej Terapia – dogrywka.

Dogrywka czyli kradzież a “Szlachetna paczka”.

Postawiłam tezę, że jak się napisze, że skradziono rower to ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto będzie dochodził do czego ów rower był przypięty w chwili kradzieży. I czy linka to była porządnie zaczepiona? A atesty miała czy taka tania z marketu była? I po tych pytaniach ciężar dyskusji przenosi się na nowe tereny – nie mówi się już o tym, kto zabrał cudze ani jak go łapać – a o tym, który „nie zadbał wystarczająco”. Konkluzja jest prosta, sam sobie winien, przecież nie było krat, zamków, blokady, monitoringu, ochrony, łańcucha, pancernych drzwi no i nawet nie przywalił całości głazem! Czytaj dalej Dogrywka czyli kradzież a “Szlachetna paczka”.

Kradzież.

Kiedyś (parę lat tem) dość dotkliwie nas okradziono, w szczególności skradziono nam rower Pana Męża. Napisałam na forach prośbę o „dużo oczu”, chwytając się ostatniej nadziei.. . Nic to nie dało ale spotkałam się z komentarzem współczującym osobie, która kupiła coś okazyjnie i później to coś policjanci zabrali, bo było kradzione. Czytaj dalej Kradzież.

Radocha!

Uuuuch, kocham uczucie robienia fajnych rzeczy z fajnymi ludźmi!
Żaden budzik nie jest wtedy potrzebny, człowiek sam się budzi i leci jak na skrzydłach! Bo mu coś wychodzi, bo się dzieje, bo jest cudnie! Jak łatwo nakręcić się wtedy każdym kolejnym sukcesem, choćby drobnym i okupionym ciężką pracą!
Nie da się ukryć, że w takich momentach ryzykuję zaprzedaniem duszy – i wołam magiczne: chwilo trwaj!!!
Powodzenia wszystkim, którzy choć raz w życiu doświadczyli tego uczucia. A i dla reszty składam życzenia tego boskiego uczucia – niech się stanie!
No i jeszcze myślę, że człowiek jest jeden i nie ma co go dzielić na część zawodową i prywatną. Szczęście – choćby wynikało tylko z jednej z tych sfer – w tej drugiej też jest widoczne, bo jakże inaczej? Jako się rzekło – człowiek jest całością!
Dobrego dnia nam wszystkim!

Lenistwo.

Nie należy mylić lenistwa ze źle zorganizowaną pracą.
Lenistwo to jest wtedy jak człowiek minimalizuje ilość pracy, którą ma wykonać . I jak się rzetelnie sprawdzi, to się okazuje, że taką najmniejszą ilość pracy wykonujemy robiąc coś „nie na ostatnią chwilę”. Bo wtedy robimy raz a dobrze, nie mamy poprawek i problemów z szukaniem innych rozwiązań w momencie, w którym nie mamy ani czasu, ani specjalnie możliwych ruchów, ani możliwości poszukania wsparcia.
Natomiast źle zorganizowana praca polega na tym, że trzeba się nalatać, części rzeczy się nie zrobi (a później trzeba ponosić konsekwencje i narobić się dodatkowo) – a jeszcze coś tam zrobi się niepotrzebnie. Zwykle dotyczy to pracy odłożonej na ostatnią chwilę.
Natomiast występuje jeszcze taka forma jak „poczekam odpowiednio długo, może ktoś inny to zrobi”. To nie jest lenistwo – tylko zwykły egoizm, który pozwala innych obciążać co bardziej niewdzięcznymi zajęciami.

Rozmiar szczęścia

Jeżeli szczęście byłoby na sprzedaż, to ludzie kupowaliby z pewnością zawsze o jeden numer za duże.
Perl Buck

Uśmiechnęłam się jak przeczytałam dzisiejszą poranną mądrość korporacyjną ale potem pomyślałam – ale czy to źle?
Problem nie w kupieniu za dużego o numer, problem jest raczej w akceptacji tego co mamy. Bo te szczęścia trafiają się nam różne, nie są szyte na nasz rozmiar. Są czasem za duże, częściej za małe a już najrzadziej takie w sam raz. Ale przecież ze wszystkimi warto żyć w przyjaźni, przyjaźń ze swoim szczęściem brzmi dobrze!