Napotkani chorzy ludzie

Dzwonek, zbiegam.
Za furtką stoi starsza Pani, mówi, że musi się dostać na ulicę X lub Y, podaje numery budynków i prosi aby jej zamówić taksówkę.
No – zdziwienie pełną gębą. Pierwsza z podanych ulic zaczyna się ze dwadzieścia metrów od naszego domu, druga tylko nieco dalej, około stu, postanawiam Panią podprowadzić, pomyślałam, że się zgubiła. Ale Pani nagle zapiera się i mówi, że nie może iść na Zalewskiego, bo tam już raz ją porwali z ulicy..
UPS!
Zaczęłam podpytywać co się stało ale Pani wyraźnie się spłoszyła i postanowiła dość energicznie się oddalić. I teraz mnie sumienie gryzie, że jej nie zatrzymałam i nie pomogłam, wygląda na to, że zwyczajnie chora była. Miała ze sobą ładowarkę (trzymała ją w ręce) i chyba nic ponadto.

I teraz tak sobie myślę – właściwie to CO powinno się zrobić?

Terapia.

W okolicy naszego domu jest budynek, w którym kiedyś była przychodnia – po prawej pediatra, po lewej dla dorosłych. Budynek taki zwykły, najpierw biały a z latami coraz bardziej szary, otoczony coraz bardziej zaniedbanym ogródkiem. Gdy przecznicę dalej wybudowano nową i to większą przychodnię „nasza” przychodnia została pusta i szarzała coraz bardziej a i ogródek zielskiem zarastał. Czytaj dalej Terapia.

Dogrywka czyli kradzież a “Szlachetna paczka”.

Postawiłam tezę, że jak się napisze, że skradziono rower to ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto będzie dochodził do czego ów rower był przypięty w chwili kradzieży. I czy linka to była porządnie zaczepiona? A atesty miała czy taka tania z marketu była? I po tych pytaniach ciężar dyskusji przenosi się na nowe tereny – nie mówi się już o tym, kto zabrał cudze ani jak go łapać – a o tym, który „nie zadbał wystarczająco”. Konkluzja jest prosta, sam sobie winien, przecież nie było krat, zamków, blokady, monitoringu, ochrony, łańcucha, pancernych drzwi no i nawet nie przywalił całości głazem! Czytaj dalej Dogrywka czyli kradzież a “Szlachetna paczka”.

Kradzież.

Kiedyś (parę lat tem) dość dotkliwie nas okradziono, w szczególności skradziono nam rower Pana Męża. Napisałam na forach prośbę o „dużo oczu”, chwytając się ostatniej nadziei.. . Nic to nie dało ale spotkałam się z komentarzem współczującym osobie, która kupiła coś okazyjnie i później to coś policjanci zabrali, bo było kradzione. Czytaj dalej Kradzież.

Radocha!

Uuuuch, kocham uczucie robienia fajnych rzeczy z fajnymi ludźmi!
Żaden budzik nie jest wtedy potrzebny, człowiek sam się budzi i leci jak na skrzydłach! Bo mu coś wychodzi, bo się dzieje, bo jest cudnie! Jak łatwo nakręcić się wtedy każdym kolejnym sukcesem, choćby drobnym i okupionym ciężką pracą!
Nie da się ukryć, że w takich momentach ryzykuję zaprzedaniem duszy – i wołam magiczne: chwilo trwaj!!!
Powodzenia wszystkim, którzy choć raz w życiu doświadczyli tego uczucia. A i dla reszty składam życzenia tego boskiego uczucia – niech się stanie!
No i jeszcze myślę, że człowiek jest jeden i nie ma co go dzielić na część zawodową i prywatną. Szczęście – choćby wynikało tylko z jednej z tych sfer – w tej drugiej też jest widoczne, bo jakże inaczej? Jako się rzekło – człowiek jest całością!
Dobrego dnia nam wszystkim!

Lenistwo.

Nie należy mylić lenistwa ze źle zorganizowaną pracą.
Lenistwo to jest wtedy jak człowiek minimalizuje ilość pracy, którą ma wykonać . I jak się rzetelnie sprawdzi, to się okazuje, że taką najmniejszą ilość pracy wykonujemy robiąc coś „nie na ostatnią chwilę”. Bo wtedy robimy raz a dobrze, nie mamy poprawek i problemów z szukaniem innych rozwiązań w momencie, w którym nie mamy ani czasu, ani specjalnie możliwych ruchów, ani możliwości poszukania wsparcia.
Natomiast źle zorganizowana praca polega na tym, że trzeba się nalatać, części rzeczy się nie zrobi (a później trzeba ponosić konsekwencje i narobić się dodatkowo) – a jeszcze coś tam zrobi się niepotrzebnie. Zwykle dotyczy to pracy odłożonej na ostatnią chwilę.
Natomiast występuje jeszcze taka forma jak „poczekam odpowiednio długo, może ktoś inny to zrobi”. To nie jest lenistwo – tylko zwykły egoizm, który pozwala innych obciążać co bardziej niewdzięcznymi zajęciami.