Patriotyczne instrukcje obsługi

Wyczytałam dziś jak wielkie głosy zagrzmiały oburzeniem na wprowadzenie ukraińskiego opisu w obsłudze biletomatów w jakimś tam mieście. Pod spodem dyskusja, w której przykłady, że w berlińskim metrze można kupić bilet korzystając z polskiej instrukcji, że w Irlandii można zarejestrować się do lekarza też po polsku, a muzea niemieckie
w większości dorobiły się już słuchawek z polskim tekstem oprowadzającym po sobie – mieszają się z wypowiedziami obraźliwymi, przywołującymi nawet Banderę (no konia z rzędem za wskazanie związku
z tymi biletomatami!) albo demonstrującymi niechęć.

Dla mnie wprowadzenie opisu w innym języku (dowolnym) ma prosty powód – im łatwiej będzie komuś kupić bilet – tym więcej osób go kupi.
No chyba proste jak budowa cepa, nie?
Jest to taka sama zasada jak załączenie tam polskiej instrukcji obsługi, ona też NIE jest z powodów patriotycznych tylko ma ułatwić zakup i przełożyć się na wyższe wpływy.

A co przemawia przeciwko?

Nie jakieś ogólne zwyczaje – bo jak widać świat zauważył, że mamy pomieszane te języki i umieszcza opisy w różnych.
Nie ma też użytkowego powodu aby piętrzyć utrudnienia przed kimś, kto chce kupić bilet.

Zatem CO JEST POWODEM?

Zwykła bezinteresowna chęć dołożenia komuś?

Eh, wstyd i tyle.

Dziewczyna, bank i Urząd Skarbowy

W kilku miejscach przeczytałam historię dziewczyny, jej banku i Urzędu Skarbowego.

Najpierw opis sytuacji – kilka lat temu, ojczym 14 latki, najpierw stworzył dziewczynie i jej matce piekło a gdy chciały odejść – zamordował na oczach dziewczyny jej matkę. Nożem, praktycznie na ulicy. Facet siedzi za kratami, wyjdzie za dużo lat. Czytaj dalej Dziewczyna, bank i Urząd Skarbowy

Wybory

No więc chciałabym powiedzieć, że czuję się obywatelką Polski i obywatelką Europy. Jednocześnie! Żadne poczucie nie jest dla mnie ważniejsze ani żadne nie jest mniej ważne. Podkreślam to na wszystkie możliwe sposoby, bo uważam to za kluczowe! Mam swoje zdanie, swoich przyjaciół, swoje zasady (i stosuję je głównie do siebie), swoje aspiracje, swoje sukcesy (a i swoje porażki). Tak, wiem – niekiedy się do kogoś uprzedzam. Ale robię to sama, a nie na podstawie zasłyszanych opinii. Na starcie wszyscy mają szansę. Czytaj dalej Wybory

Terapia – dogrywka.

No znowu dogrywka.
Zaczęłam szukać w necie rad – jak się zachować przy spotkaniu z taką osobą. Która dajmy na to – spotkała Chrystusa na sąsiedniej ulicy. Albo na swoim ogrodzie trafiła na OBCYCH , którzy na dodatek wszczepili jej jakiś chip, który teraz nią steruje.
Nic…
Owszem, są rady, jak udzielać pomocy w przypadku wylewu czy zawału.
Są instrukcje jak postąpić ze złamaną kończyną czy nawet kręgosłupem.
Są zalecenia dotyczące postępowania przy zatruciu najdziwniejszymi substancjami.
I jeszcze trochę innych. Czytaj dalej Terapia – dogrywka.

Napotkani chorzy ludzie

Dzwonek, zbiegam.
Za furtką stoi starsza Pani, mówi, że musi się dostać na ulicę X lub Y, podaje numery budynków i prosi aby jej zamówić taksówkę.
No – zdziwienie pełną gębą. Pierwsza z podanych ulic zaczyna się ze dwadzieścia metrów od naszego domu, druga tylko nieco dalej, około stu, postanawiam Panią podprowadzić, pomyślałam, że się zgubiła. Ale Pani nagle zapiera się i mówi, że nie może iść na Zalewskiego, bo tam już raz ją porwali z ulicy..
UPS!
Zaczęłam podpytywać co się stało ale Pani wyraźnie się spłoszyła i postanowiła dość energicznie się oddalić. I teraz mnie sumienie gryzie, że jej nie zatrzymałam i nie pomogłam, wygląda na to, że zwyczajnie chora była. Miała ze sobą ładowarkę (trzymała ją w ręce) i chyba nic ponadto.

I teraz tak sobie myślę – właściwie to CO powinno się zrobić?

Terapia.

W okolicy naszego domu jest budynek, w którym kiedyś była przychodnia – po prawej pediatra, po lewej dla dorosłych. Budynek taki zwykły, najpierw biały a z latami coraz bardziej szary, otoczony coraz bardziej zaniedbanym ogródkiem. Gdy przecznicę dalej wybudowano nową i to większą przychodnię „nasza” przychodnia została pusta i szarzała coraz bardziej a i ogródek zielskiem zarastał. Czytaj dalej Terapia.

Dogrywka czyli kradzież a “Szlachetna paczka”.

Postawiłam tezę, że jak się napisze, że skradziono rower to ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto będzie dochodził do czego ów rower był przypięty w chwili kradzieży. I czy linka to była porządnie zaczepiona? A atesty miała czy taka tania z marketu była? I po tych pytaniach ciężar dyskusji przenosi się na nowe tereny – nie mówi się już o tym, kto zabrał cudze ani jak go łapać – a o tym, który „nie zadbał wystarczająco”. Konkluzja jest prosta, sam sobie winien, przecież nie było krat, zamków, blokady, monitoringu, ochrony, łańcucha, pancernych drzwi no i nawet nie przywalił całości głazem! Czytaj dalej Dogrywka czyli kradzież a “Szlachetna paczka”.

Kradzież.

Kiedyś (parę lat tem) dość dotkliwie nas okradziono, w szczególności skradziono nam rower Pana Męża. Napisałam na forach prośbę o „dużo oczu”, chwytając się ostatniej nadziei.. . Nic to nie dało ale spotkałam się z komentarzem współczującym osobie, która kupiła coś okazyjnie i później to coś policjanci zabrali, bo było kradzione. Czytaj dalej Kradzież.